Grodzisk się rozrasta. Sieć musi rosnąć razem z nim
Zapraszamy do lektury wywiadu z Maciejem Mańskim, prezesem Zakładu Wodociągów i Kanalizacji w Grodzisku Mazowieckim, opublikowanego w październikowym wydaniu miesięcznika „Bogoria” (23.10.2026 r.).
Grodzisk Mazowiecki przyciąga nowych mieszkańców. Według danych GUS w 2025 roku gmina liczyła już ponad 57 tysięcy mieszkańców, a tylko w ciągu ostatnich kilku lat ich liczba wyraźnie wzrosła. To dla ZWiK powód do zadowolenia czy przede wszystkim wyzwanie?
Jedno i drugie. Cieszymy się, że Grodzisk jest miejscem, w którym ludzie chcą mieszkać, budować domy i zakładać rodziny. To świadczy o atrakcyjności naszej gminy. Ale za każdym nowym domem idą też bardzo konkretne potrzeby: woda, kanalizacja i infrastruktura, która musi za tym rozwojem nadążać.
Dla nas oznacza to pytanie: jak możliwie szybko zapewnić dostęp do kanalizacji kolejnym mieszkańcom, także tam, gdzie jeszcze kilkanaście lat temu były pola albo pojedyncze domy, a dziś powstają całe nowe skupiska zabudowy.
Czy wcześniej było łatwiej?
Inaczej. Przez wiele lat rozwijaliśmy sieć przede wszystkim na terenach zwartej zabudowy. Tam naturalnym rozwiązaniem była kanalizacja grawitacyjna i to właśnie takie sieci głównie budowaliśmy. Dziś coraz częściej inwestujemy poza zwartą tkanką miasta – na terenach podmiejskich i wiejskich, gdzie nowe domy powstają w dużym rozproszeniu. Odległości pomiędzy nieruchomościami są większe, inne jest ukształtowanie terenu, często również warunki gruntowe. I do takich warunków musimy dopasować technologię.
I dlatego coraz częściej jest to kanalizacja ciśnieniowa?
Tak. Dziś około 70 procent naszych nowych realizacji stanowi kanalizacja ciśnieniowa. Nie wynika to z tego, że kanalizacja grawitacyjna przestała być dobrym rozwiązaniem. Nadal ją budujemy tam, gdzie ma to uzasadnienie.
Dlaczego na takich terenach kanalizacja ciśnieniowa sprawdza się lepiej?
Kanalizacja grawitacyjna wymaga zachowania odpowiednich spadków na całej długości sieci. Przy domach oddalonych od siebie o kilkadziesiąt czy kilkaset metrów oznacza to dużo głębsze wykopy, większy zakres robót, wyższe koszty. Jeśli zastąpimy kanalizację ciśnieniową przepompownią budujemy infrastrukturę kanalizacyjna szybciej i bardziej racjonalnie kosztowo. Za te same środki możemy dotrzeć z siecią do większej liczby mieszkańców.
Czyli to po prostu tańsza kanalizacja?
Na określonych terenach – tak, jej budowa może być zdecydowanie mniej kosztowna. Ale nie należy z tego wyciągać wniosku, że mieszkańcy otrzymują tańszą, czyli gorszą usługę. Oszczędzamy na sposobie budowy infrastruktury, a nie na standardzie. Jej zadanie pozostaje dokładnie takie samo: odebrać ścieki z nieruchomości i bezpiecznie doprowadzić je do oczyszczalni.
A z punktu widzenia mieszkańca? Czy rodzaj kanalizacji w ogóle ma znaczenie?
Jako użytkownik domu na co dzień praktycznie nie powinien odczuwać różnicy. Korzysta z toalety, prysznica, zlewu czy pralki dokładnie tak samo. Przy kanalizacji ciśnieniowej na posesji znajduje się oczywiście przepompownia. Nasi inżynierowie uwzględniali przepompownie w projektowaniu naszej infrastruktury już kilka lat temu. To nie jest rozwiązanie, którego dopiero się uczymy. Dziś eksploatujemy 675 przydomowych przepompowni, mamy 38 kilometrów kanalizacji ciśnieniowej, a kolejne odcinki powstają. Przepompownie pracują też w innych miejscach naszej sieci. To normalny element infrastruktury kanalizacyjnej.
Mieszkańcy słyszą jednak historie o problemach z przepompowniami w innych miejscowościach. Nie obawia się Pan podobnych sytuacji w Grodzisku?
Słyszymy takie obawy i ich nie bagatelizujemy. Ale sama obecność pompy nie decyduje o tym, czy system działa dobrze, czy źle. Znaczenie ma projekt całej sieci, dobór urządzeń, wykonanie oraz późniejsza eksploatacja i serwis. Dlatego od początku zależało nam na tym, żeby zastosować urządzenia o sprawdzonych parametrach i takie rozwiązania techniczne, które jesteśmy w stanie skutecznie eksploatować i serwisować przez wiele lat. Nie oczekujemy również, że mieszkaniec będzie specjalistą od pomp. Jeżeli urządzenie należące do ZWiK wymaga serwisu, to jest nasze zadanie.
Jedną z największych obaw jest brak prądu. Pompa bez zasilania przecież nie działa.
To prawda, dlatego system jest przygotowany również na taką sytuację. Przydomowa przepompownia ma zbiornik o pojemności około 1 m³. Brak prądu nie oznacza więc, że po godzinie przestajemy korzystać z łazienki. Zbiornik może przez pewien czas przyjmować ścieki, nawet kiedy pompa nie pracuje. Jeżeli przerwa w zasilaniu się przedłuża, mamy dodatkowe możliwości działania. Możemy uruchomić przepompownię z agregatu prądotwórczego albo, jeżeli jest taka potrzeba, opróżnić zbiornik samochodem asenizacyjnym.
To teoria. Mieli Państwo okazję sprawdzić te procedury w rzeczywistej sytuacji?
Tak, i to całkiem niedawno. Sierpniowe nawałnice spowodowały poważne awarie energetyczne. Po burzach z 21 na 22 sierpnia w rejonie energetycznym obejmującym także naszą gminę bez prądu pozostawało w kulminacyjnym momencie ponad 7 tysięcy odbiorców. Dla naszych procedur był to bardzo praktyczny sprawdzian.
Niektórzy naprawdę się obawiali, czy za chwilę nie będą musieli całkowicie przestać korzystać z łazienki czy kuchni. Tak się nie stało.
Co odpowiada Pan mieszkańcowi, który pyta: „Dlaczego mój znajomy w mieście ma kanalizację grawitacyjną, a ja mam mieć przepompownię?”
Przede wszystkim: proszę nie traktować tego jako gorszego rozwiązania. Technologia wynika z miejsca, w którym budujemy sieć, a nie z tego, których mieszkańców traktujemy lepiej, a których gorzej. I naprawdę wiemy, jak pracują przepompownie. Są obecne nie tylko przy domach. Wykorzystujemy je również w innych punktach naszej infrastruktury, gdzie od lat skutecznie odpowiadają za dalszy transport ścieków.
Czy poza samym dostępem do kanalizacji mieszkaniec coś na tej zmianie zyskuje?
Realne oszczędności. Przy założeniach, które przyjęliśmy do naszych wyliczeń, przeciętne gospodarstwo może płacić za odprowadzenie ścieków do kanalizacji około 1100 zł rocznie, podczas gdy regularne opróżnianie szamba może kosztować około 3500 zł. Mówimy więc o różnicy rzędu 2400 zł rocznie.
Ale w rozmowach z mieszkańcami często ważniejszy okazuje się zwykły spokój. Nie trzeba sprawdzać, ile jeszcze miejsca zostało w szambie, pamiętać o zamówieniu wozu, czekać na termin odbioru czy zastanawiać się, czy zbiornik nie przepełni się przed weekendem. Po podłączeniu do sieci kanalizacja po prostu ma działać. I naszym zadaniem jest o to zadbać.
Temu służy kampania „Łączy nas wspólna sieć”?
Tak. Chcemy pokazać bardzo prostą rzecz: mamy dwie technologie, ale jeden cel. Gmina rozwija się bardzo szybko. Jeżeli chcemy dotrzeć z kanalizacją także do nowych, rozproszonych części Grodziska, nie możemy wszędzie budować infrastruktury dokładnie w ten sam sposób. Dlatego zależy nam, żeby mieszkańcy rozumieli, dlaczego proponujemy na ich terenie konkretne rozwiązanie. Przygotowaliśmy szczegółowe FAQ, materiały informacyjne i plakaty. Chcemy odpowiadać również na trudne pytania, bo przy inwestycji dotyczącej własnej działki mieszkańcy mają prawo wiedzieć, jak to będzie działało i za co odpowiada ZWiK.
A jeśli ktoś nadal myśli: „Nie podpiszę zgody. Poczekam, może kiedyś będzie tu kanalizacja grawitacyjna”?
Jeżeli po analizie technicznej dla danego obszaru projektujemy kanalizację ciśnieniową, to nie robimy tego jako rozwiązania „na przeczekanie”. I nie mamy alternatywnej propozycji. Odłożenie decyzji nie oznacza automatycznie, że za kilka lat pojawi się tam sieć grawitacyjna. Może natomiast opóźnić realizację kanalizacji dla większej grupy mieszkańców.
